Dzień, w którym buty do miasta prawie zrujnowały mi spacer po lewadzie na Maderze
Lewada, która na zawsze zmieniła moje podejście do obuwia
Przeczytałam wystarczająco dużo o Maderze przed lądowaniem, by wiedzieć, że wyspa żyje lewadami, więc drugiego dnia rano zasznurowałam trampki, w których leciałam samolotem, i pojechałam do Queimadas, by przejść Levadę do Caldeirão Verde. Białe trampki, cienkie podeszwy, praktycznie żadnego bieżnika. W mojej głowie lewada była kanałem: płaska, spokojna, coś, co robi się w tym, co akurat ma się na nogach. Przeczytałam słowa „kanał irygacyjny” i błędnie przełożyłam je na „spokojny spacerek”.
Technicznie jest płaska. To była właśnie pułapka. „Płaska” nic nie mówiło o tym, jaka jest naprawdę nawierzchnia pod stopami.
Po dwudziestu minutach ścieżka zwęża się do półki ledwie szerszej niż moje ramiona, las wawrzynowy Laurissilva ocieka na nią z góry, mech i glony zazieleniają betonową krawędź, a po drugiej stronie jest urwisko bez barierki. Moje trampki, stworzone na chodnik, poślizgnęły się na mokrym pasie w chwili, gdy przeniosłam ciężar na zewnętrzną krawędź.
Nie był to dramatyczny upadek — mały, kontrolowany poślizg, który na sekundę zatrzymał mi serce i kazał obiema rękami złapać się skalnej ściany. Powtórzyło się to dziesięć minut później. Zanim dotarliśmy do pierwszego z czterech tuneli trasy, szłam z oczami wbitymi wyłącznie w miejsce, gdzie stawiam stopę, zamiast w las dookoła, co dość skutecznie niweczy sens bycia tam.
Tunele były tym, o czym nikt mnie odpowiednio nie ostrzegł, choć o nich czytałam. Przeczytanie „nieoświetlony tunel” a stanie w środku z latarką z telefonu i śliskimi podeszwami trampek to dwa zupełnie różne doświadczenia. Podłoga tunelu była nierówną skałą, bardziej mokrą niż otwarta ścieżka, a światło z telefonu rzucało tylko tyle, by widzieć, gdzie sufit się obniża, ale za mało, by sprawdzić, czy następny krok trafi na solidny grunt, czy w kałużę nad zagłębieniem. Mój partner, w porządnych butach trekkingowych, szedł pewnie. Ja szurałam, jedną ręką po ścianie, testując każdy krok, zanim przeniosłam na niego ciężar ciała.
Zawróciliśmy przed czwartym tunelem. Nie dlatego, że szlak był zamknięty albo pogoda się zmieniła, ale dlatego, że stojąc w ciemności z mokrymi stopami i butami, które nie dawały mi żadnej pewności, doszłam do wniosku, że kontynuowanie to zły interes w stosunku do dotarcia na drugi koniec. To jest ta część historii, do której wciąż wracam: sam spacer był całkowicie w naszym zasięgu kondycyjnym, całkowicie zgodny z planem dnia, a mimo to zaprzepaściła go rzecz tak drobna jak to, jakie buty złapałam tego ranka.
Dlaczego buty miały większe znaczenie niż dystans
Trasa Caldeirão Verde liczy w obie strony jakieś trzynaście kilometrów, jest w większości płaska i całkowicie w zasięgu przeciętnie wysportowanego piechura w odpowiednim obuwiu. Dystans nigdy nie był problemem. Problemem były trzy rzeczy nałożone na siebie: mokra, omszała półka bez barierki; cztery odcinki niemal całkowitej ciemności; oraz buty z gładką podeszwą i bez wsparcia dla kostki. Każda z tych trzech rzeczy z osobna jest do opanowania. Razem, w trampkach, składają się na coś bliższego prawdziwemu ryzyku niż „łatwy, płaski spacer” — a właśnie tym określeniem opisałam tę trasę samej sobie poprzedniego wieczoru.
Porządny but trekkingowy albo lekki but wysoki rozwiązuje problem przyczepności wprost — rzeźbiona podeszwa wgryza się w mokry beton i skałę tak, jak trampka biegowa po prostu nie potrafi. Rozwiązuje też drugi problem, o którym wcześniej w ogóle nie pomyślałam: przechył ścieżki stale odchyla stopę na bok, a sztywniejsza podeszwa z pewnym wsparciem dla kostki zapobiega skręceniu kostki na półce, gdzie nie ma bezpiecznego miejsca, by postawić stopę i się pozbierać.
Latarka czołowa, nie światło z telefonu, rozwiązuje trzeci problem. Nic z tego nie jest egzotycznym sprzętem. To standardowa rada z listy rzeczy do spakowania dotycząca pogody w górach i tego, co na siebie założyć na Maderze, którą przeleciałam wzrokiem bez zatrzymania.
Błąd, którego nie chcę powtórzyć w drugą stronę
Łatwo byłoby zakończyć tę historię wnioskiem, że każda lewada na Maderze wymaga butów trekkingowych, ale to nieprawda, a stwierdzenie tak byłoby po prostu wymianą jednego błędnego uogólnienia na drugie. Kilka dni później przeszliśmy Levadę dos Balcões od Ribeiro Frio w tych samych trampkach i było naprawdę w porządku — szeroko, w cieniu, bez tuneli, prawie żadnej ekspozycji, gotowe w niecałą godzinę.
Rzeczy do zrobienia w okolicy Ribeiro Frio i spacer do Balcões znajdują się na łatwym końcu skali nie bez powodu. To, co poszło źle przy Caldeirão Verde, nie było kwestią kategorii „lewada”, tylko konkretnej trasy o konkretnych warunkach, których nie dopasowałam do konkretnego obuwia.
To rozróżnienie jest całą lekcją. Zanim teraz wybiorę lewadę, sprawdzam trzy rzeczy zamiast zakładać: czy ma tunele, jak szeroka jest półka i jaka była ostatnio nawierzchnia. Przewodnik po bezpieczeństwie na lewadach: tunele i zawroty głowy oraz ogólne zestawienie najlepszych spacerów po lewadach rozkładają to na czynniki pierwsze, trasa po trasie — przeczytanie tego zajęłoby mi pięć minut poprzedniego wieczoru zamiast uczenia się tego na własnej skórze w ciemności.
Co zrobiłabym inaczej
Gdybym planowała ten poranek jeszcze raz, spakowałabym buty trekkingowe, które i tak ze sobą przywiozłam właśnie na taką okazję, a trampki zostawiła na lotnisko. Przeczytałabym też wcześniej praktyczne podstawy o opłatach i pozwoleniach na szlaki, ponieważ oficjalne trasy oznaczone numerami PR wymagają teraz zarezerwowanego wejściówki — to osobna lekcja z tego samego zbyt pewnego siebie poranka, warta własnej lektury, a nie tylko dopisku tutaj.
Wróciliśmy do Caldeirão Verde dwa dni później, tym razem w odpowiednim obuwiu, i ukończyliśmy trasę bez jednego poślizgu. Wodospad na końcu, spadający do zimnego, zielonego basenu w głębi lasu, był wart każdego z tych trzynastu kilometrów. Po prostu nie była tego warta wersja spaceru, którą prawie odbyłam w trampkach, z ręką na ścianie, gasnącą baterią latarki i dwoma tunelami do zawrócenia.
Jeśli wolisz przejść tę samą trasę z przewodnikiem, bez ryzykowania własnej oceny obuwia, półdniowa wycieczka piesza i terenówką 4x4 prowadzona przez ludzi, którzy dokładnie wiedzą, które odcinki wymagają przyczepności, to rozsądny sposób, by zabezpieczyć się przed błędem, który ja popełniłam. Zarezerwowaliśmy podobną
wycieczkę z przewodnikiem po lewadzie w Rabaçal i 25 Fontes
później w podróży, a przewodnik sprawdził nasze buty, zanim jeszcze dotarliśmy do początku szlaku — co pokazuje, jak powszechny jest ten błąd.
Dla osób planujących dłuższy pobyt tygodniowy plan wędrówek to dobre miejsce, by zaplanować obuwie trasa po trasie, zamiast pakować jedną parę i liczyć na szczęście. A jeśli chcesz skróconej wersji tego, co tu opisuję, od kogoś innego, kto popełnił ten sam błąd, czego nikt ci nie powie o chodzeniu po lewadach i co się zmieniło, gdy lewady zaczęły pobierać opłaty są warte pięciu minut, zanim spakujesz plecak.
Przerywaliśmy też dni wędrówek
wycieczką pieszą po kulturze jedzenia i wina w Funchal
w dniu, kiedy nasze stopy potrzebowały odpoczynku od skał, a podróż zakończyliśmy
prywatną półdniową wycieczką pieszą i terenówką 4x4
, która łączyła łatwiejsze ścieżki z odcinkiem jazdy — dowód, że nie każdy dzień na tej wyspie musi być determinowany przez buty.
Pytania o obuwie od czytelników, którzy popełnili (lub chcą uniknąć) ten sam błąd
Co dokładnie poszło nie tak w trampkach na lewadzie?
Podeszwy nie miały żadnej przyczepności na mokrym, porośniętym glonami betonie, więc moje stopy zsuwały się na boki zamiast przesuwać do przodu. Na wąskich odcinkach przy kanale, bez barierki od strony urwiska, właśnie to boczne zsunięcie było najbardziej przerażające, nie sam dystans.
Która to była lewada i dlaczego to ma znaczenie?
Była to Levada do Caldeirão Verde z parku leśnego Queimadas, która przechodzi przez cztery nieoświetlone tunele i przez większość trasy przylega do skalnej ściany. Płaska, szersza i lepiej oświetlona trasa ukarałaby te same buty znacznie mniej.
Czy każda wędrówka wzdłuż lewady wymaga butów trekkingowych?
Nie, a twierdzenie tak byłoby swoją własną przesadą. Krótkie, szerokie i dobrze utrzymane ścieżki, jak Levada dos Balcões koło Ribeiro Frio, są w trampkach z porządnym bieżnikiem naprawdę do przejścia. Ryzyko rośnie wraz z liczbą tuneli, szerokością półki i tym, jak mokra jest nawierzchnia danego dnia, a nie samym słowem „lewada”.
Co założyć zamiast trampek?
Buty z porządną, rzeźbioną podeszwą i pewnym wsparciem dla kostki: lekkie buty trekkingowe albo buty do biegania terenowego przystosowane do mokrej skały, nie trampki biegowe czy miejskie. Latarka czołowa liczy się tak samo mocno na każdej lewadzie z tunelami, niezależnie od obuwia.
Czy chodzi tylko o przyczepność, czy o coś jeszcze?
Przyczepność była bezpośrednim problemem, ale wsparcie dla kostki okazało się ważniejsze, niż się spodziewałam. Przechył ścieżki stale odchyla stopę na bok, a sztywniejsza podeszwa i wyższa cholewka zapobiegają skręceniu kostki na półce, gdzie nie ma bezpiecznego miejsca, by postawić stopę.
Czy mogłam zawrócić, gdy zorientowałam się o błędzie?
Zawróciłam, w połowie trzeciego tunelu, i to była słuszna decyzja. Zawrócenie kosztowało nas popołudnie; kontynuowanie w ciemności bez przyczepności kosztowałoby znacznie więcej.
Która lewada jest naprawdę bezpieczna w trampkach?
Levada dos Balcões od Ribeiro Frio: krótka, szeroka, w większości zacieniona, bez tuneli i z łagodnym nachyleniem na całej trasie. To trasa, którą poleciłabym początkującym w zwykłych trampkach, zostawiając wszystko inne z tej listy na porządne obuwie.
tours.Wędrówki
Sprawdzone wycieczki GetYourGuide z bezpośrednimi linkami. Rezerwuj przez te linki, a my otrzymamy niewielką prowizję bez żadnych kosztów dla Ciebie.
GetYourGuide nie udostępnia zdjęcia produktowego dla tej atrakcji — zdjęcie przedstawia miejsce spotkania, sfotografowane przez nas.


