Pojechałem do Fanal i nie było żadnej mgły
Photography

Pojechałem do Fanal i nie było żadnej mgły

Widziałem te fotografie tyle razy, że myślałem, iż wiem, co kupuję. Drzewa til w Fanal, przygięte niskim, wielowiekowym atlantyckim wiatrem, stojące na wpół rozmyte w ścianie szarej mgły, wyglądające jak coś z bajki, której nikt do końca nie dokończył. Wjechałem od strony Porto Moniz we wtorek, w dzień, który do tamtej pory był całkiem zwyczajnym maderskim dniem, i mówiłem sobie, że chmura będzie czekać na płaskowyżu tak jak zawsze na zdjęciach.

Jak Fanal wygląda naprawdę w pogodny dzień

Nie czekała. Zaparkowałem, minąłem niskie kamienne murki i spojrzałem na szerokie, gołe pastwisko pod niczym niewyróżniającym się bladym niebem. Drzewa til były na miejscu i rzeczywiście miały dziwaczne kształty, przygarbione i skręcone nisko ku ziemi przez wiatr, a nie przez cokolwiek nadprzyrodzonego, ale dziwaczne kształty w pełnym świetle dnia to po prostu dziwaczne kształty. Między nimi pasło się bydło. Kilkoro innych odwiedzających chodziło z na wpół uniesionymi aparatami, najwyraźniej licząc to samo co ja: czy to już to, czy zaraz wydarzy się coś lepszego?

Nic lepszego się nie wydarzyło. Stałem tam dobre czterdzieści minut, dwukrotnie przeszedłem pętlę między bardziej fotogenicznymi drzewami, a mgła, która czyni Fanal jednym z najczęściej fotografowanych zakątków wyspy, po prostu nie nadeszła. Zamiast tego dostałem nieco ponure, choć piękne na swój sposób wysokogórskie pastwisko, chłodne od wiatru, a nie wilgotne od chmury, które niewiele mówiło mi o tym, dlaczego akurat to pole drzew stało się symbolem Madery.

Ta różnica między dwiema wersjami Fanal jest sednem tego tekstu i to właśnie tego prawie nikt nie mówi, zanim tam pojedziesz.

Drzewa są prawdziwe, mgła to zbieg okoliczności

Warto być precyzyjnym co do tego, czym naprawdę jest Fanal, bo mgła wykonuje w głowach ludzi tak dużo pracy, że ginie w tym sedno sprawy. Drzewa til (Ocotea foetens, jeśli chcesz nazwy botanicznej) mają setki lat i są częścią tego samego lasu wawrzynowego Laurissilva, który pokrywa mniej więcej piątą część wyspy i ma status światowego dziedzictwa UNESCO jako największy zachowany fragment lasu tego typu na świecie. Na odsłoniętym skraju płaskowyżu Paul da Serra wiatr i wysokość wygięły je w niskie, powykręcane kształty, niepodobne do żadnego innego drzewa, jakie widziałem gdzie indziej na Maderze. To jest naprawdę niezwykłe, z mgłą czy bez.

Mgła to osobne, niepowiązane zjawisko. To chmura zalegająca na odsłoniętym płaskowyżu na wysokości, zdarza się dostatecznie często, by istniały w ilości słynne fotografie, ale nikt nie może jej zaplanować, przewidzieć z jakąkolwiek precyzją ani zagwarantować na konkretny dzień. Czytałem przewodniki, które mówią o „najlepszej porze na mgłę w Fanal”, jakby chodziło o rozkład pływów. To nieprawda. To pogoda na wysokim, otwartym płaskowyżu, a pogoda na wysokim, otwartym płaskowyżu robi, co chce.

Myślę, że wielu odwiedzających trafia na odwrotność mojego poranka: chmury wszędzie po drodze pod górę, nadzieje rosną, a potem akurat tam, gdzie stoją drzewa, robi się wietrzny, czysty prześwit, bo dokładnie tak zachowuje się pogoda na odsłoniętym płaskowyżu. Nie wstydzi się rozczarowywać w żadną stronę.

Dlaczego wciąż nie żałuję, że pojechałem

Oto szczera część. Gdyby Fanal było jedynym powodem mojego dnia, osobną wyprawą zorganizowaną wyłącznie po jedną fotografię, myślę, że zjechałbym w dół sfrustrowany i lekko głupio się czując. Ale tak nie było. To był jeden przystanek na dłuższej pętli przez północ wyspy i płaskowyż, i jako jeden z kilku przystanków Fanal w zwykłym świetle dnia obroniło się samo. Drzewa nadal są dziwne i nadal mają setki lat. Wiatr wciąż ma tę ostrość, która mówi coś o tym, dlaczego rosną tak, jak rosną. Stanie na otwartym polu z bydłem i powykręcanymi drzewami pod wielkim atlantyckim niebem to coś, nawet bez mgły dodającej klimatu.

Czego bym nie zrobił, to nie polecałbym nikomu budowania całego dnia, a tym bardziej całej podróży, wokół fotografii zależnej od warunków, których nikt nie może obiecać. Jeśli jesteś podróżnym, który potrzebuje konkretnego zdjęcia z konkretnego przewodnika, Fanal to prawdziwy hazard, i uważam, że strony pokazujące tylko mglistą wersję i pozwalające ludziom sądzić, że tak wygląda tam zawsze, robią czytelnikom niedźwiedzią przysługę. To nieprawda. Tak wygląda w te dni, kiedy się udaje.

Jeśli chcesz mieć lepsze szanse niż ja miałem, potraktuj to dokładnie tak: jako szanse, a nie rezerwację. Chłodniejsze, wilgotniejsze miesiące nieco przechylają szalę w stronę chmury zalegającej na płaskowyżu, ale czytałem wystarczająco wiele relacji ludzi, którzy trafili na piękne słońce w listopadzie i gęstą mgłę w lipcu, by wiedzieć, że pora roku tylko trochę popycha kostki, a nie je obciąża. Jeśli chodzi o dojazd i praktyczne kwestie dotarcia na sam płaskowyż, to osobny temat do zaplanowania i warto go przeczytać oddzielnie, zamiast doczepiać go do opowieści o rozczarowaniu.

Decyzja, czy jechać

Wracam wciąż do myśli, że Fanal wynagradza konkretny typ podróżnego: kogoś, kto potrafi cieszyć się dziwnym, wietrznym pastwiskiem pełnym starych drzew samym w sobie i traktować ścianę mgły jako bonus, a nie powód wyprawy. Jeśli ten opis do ciebie nie pasuje, a konkretnie potrzebujesz bajkowej wersji, zaplanowałbym wystarczająco dużo czasu na płaskowyżu, by na nią poczekać, albo z góry zaakceptować, że możesz wyjechać z całkiem ładnym, ale całkiem zwyczajnym zestawem zdjęć.

Warto dodać, że wielu organizatorów prowadzi wycieczki przez Fanal jako część szerszego spojrzenia na las i płaskowyż, i uważam, że to właściwe podejście. Wycieczka z przewodnikiem przez szerszy las, albo krótki szlak obejmujący Fanal razem z innymi przystankami, rozkłada ryzyko: jeśli mgła się nie pojawi, i tak masz udany spacer za sobą. Wycieczka zbudowana i sprzedawana wyłącznie wokół „mglistych drzew” sprzedaje ci zjawisko pogodowe jako produkt, i byłbym ostrożny wobec każdego, kto robi to bez wyraźnego zaznaczenia.

Wróciłem do samochodu w Fanal nieco przygaszony, pojechałem dalej w stronę wybrzeża, a gdy wieczorem dotarłem do Porto Moniz, w większości przestałem już myśleć o fotografii, której nie zdobyłem. Zostało za to we mnie coś innego: kształt tych drzew na tle twardego, szarego nieba, mgła czy nie, i mała, przydatna dawka pokory na temat różnicy między tym, jak miejsce wygląda na najlepszym zdjęciu, a jak wygląda w zwykły wtorek.

Fanal bez mgły: odpowiedzi na twoje pytania

Czy w Fanal zawsze jest mgła?

Nie. Fanal leży na odsłoniętym płaskowyżu Paul da Serra, a mgła zależy od warunków, które zmieniają się z godziny na godzinę. Wielu odwiedzających trafia na czyste niebo i zwykłe, choć malownicze, pole powyginanych drzew.

Czy można zarezerwować termin z gwarancją mgły?

Żaden organizator nie może tego obiecać i warto podejrzliwie podchodzić do każdego, kto sugeruje inaczej. Mgła to żywe zjawisko pogodowe na odsłoniętym płaskowyżu, a nie funkcja włączana na potrzeby wycieczek, cokolwiek sugerowałaby swoimi zdjęciami oferta wycieczki do Fanal.

Czy Fanal jest warte odwiedzenia bez mgły?

To zależy od reszty trasy. Jako osobna wyprawa zorganizowana wyłącznie dla mgły – nie. Jako przystanek w drodze przez płaskowyż, albo połączona z szerszym lasem Laurissilva, same drzewa są warte dziesięciu minut nawet w zwykłym świetle.

Jak wygląda Fanal bez mgły?

Otwarte, wietrzne pastwisko z rozrzuconymi, powyginanymi przez wiatr drzewami til, bydłem i widokami na płaskowyż. Wygląda jak ciekawostka, a nie ta nieziemska scena ze zdjęć w większości przewodników, więc warto sięgnąć po porządny przewodnik po miejscach do fotografowania, by mieć pełniejszy obraz tego, czego spodziewać się gdzie indziej.

Czy jest najlepsza pora roku na mgłę w Fanal?

Chmury zalegające na płaskowyżu są częstsze w chłodniejszych, wilgotniejszych miesiącach i warto sprawdzić ogólny przegląd najlepszej pory na wizytę, a także spojrzeć na pogodę w górach przed wyjazdem, ale to tylko przesuwa szanse. Nie zamienia to jednodniowej wycieczki w pewność, a pogodne, słoneczne dni zdarzają się o każdej porze roku.

Czy warto planować cały dzień wokół zobaczenia mgły w Fanal?

Ja bym tego nie zrobił. Potraktuj to jako jeden z kilku przystanków po stronie Fanal na północy wyspy, tak by zwykła wizyta nadal pozostawiła po sobie udany dzień, a nie stracony, i wpisuje się to w to, co przewodnik po częstych błędach podróżnych uznałby za oczekiwanie, że jedna fotografia zdefiniuje całą podróż.

Czy potrzebuję własnego samochodu, żeby dotrzeć do Fanal?

Najłatwiej dotrzeć na płaskowyż własnym wynajętym samochodem, a przed wyjazdem warto przeczytać o jeździe po Maderze, bo drogi tam w górze są wąskie i odsłonięte. Nie będę tu powtarzał logistyki dojazdu, bo to temat osobnego przewodnika po płaskowyżu.

Co jeszcze można połączyć z wizytą w Fanal?

Większość osób, które spotkałem tam na górze, była w trakcie dłuższego zwiedzania północy i lasu, a nie odwiedzała samego Fanal, i tak samo bym to zaplanował. Jeśli Fanal rozczaruje, reszta dnia i reszta wyspy wcale nie musi.

wycieczka z przewodnikiem przez las Fanal z posiłkiem w cenie

rozkłada ryzyko na pełniejsze przeżycie, a nie jedną fotografię, a jeśli chcesz spróbować szczęścia o innej porze,

niewielka grupowa wycieczka o zachodzie słońca do Fanal

daje przynajmniej dobre światło, nawet gdy mgła się nie pojawi. Dla tych, którzy przed wyborem płaskowyżu chcą rozważyć szerszą sieć szlaków,

spacer szlakiem Assobiadores w pobliżu Fanal

również warto rozważyć. Żadna z nich nie może obiecać mgły, i ufałbym tym, które nie próbują.

Jeśli twoim szczerym celem jest po prostu dobra fotografia, a nie konkretnie klisza z Fanal, może warto poczytać o znacznie pewniejszej

wycieczce o wschodzie słońca ponad linią chmur

, która nie zależy od jednego nieprzewidywalnego płaskowyżu. Nadal uważam, że Fanal warte jest przystanku. Po prostu nie uważam już, że warte jest obietnicy.

tours.laurissilva-nature

Sprawdzone wycieczki GetYourGuide z bezpośrednimi linkami. Rezerwuj przez te linki, a my otrzymamy niewielką prowizję bez żadnych kosztów dla Ciebie.

GetYourGuide nie udostępnia zdjęcia produktowego dla tej atrakcji — zdjęcie przedstawia miejsce spotkania, sfotografowane przez nas.